Ponad pół roku trwała kontrola przeprowadzona przez NIK w kierowanym przeze mnie inspektoracie. Objęła prawie wszystkie obszary naszej działalności i zakończyła się oceną pozytywną – bez uwag. Jedno z pytań kontrolera dotyczyło wskazania barier w funkcjonowaniu poznańskiej inspekcji. Odpowiedź na to pytanie, nie jest jednoznaczna. Z jednej strony jest mnóstwo pozytywnych przykładów naszej pracy, ale jednocześnie istnieje spory katalog ograniczeń i problemów związanych z możliwościami realizacji naszych obowiązków. I nie dotyczy to tylko i wyłącznie kierowanego przeze mnie inspektoratu, ale zapewne większości powiatowych inspektoratów w Polsce. Skupię się na kilku najważniejszych kwestiach. Na wstępie pragnę zwrócić uwagę, że powstanie (z dniem 1 stycznia 1999 roku) powiatowych i wojewódzkich inspektoratów nadzoru budowlanego było podyktowane koniecznością powstrzymania niewyobrażalnej skali samowoli budowlanych oraz potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa użytkowania wszystkich kategorii obiektów budowlanych. Pozostałe, przypisane nadzorowi budowlanemu, zadania są ściśle związane z wymienionymi wyżej, zasadniczymi zagadnieniami. Aby zapewnić bezpieczeństwo użytkownikom obiektów budowlanych nie wystarczy reagować na donosy, prośby o interwencję czy też realizować wnioski dotyczące odbioru zakończonych inwestycji bądź legalizowania samowoli budowlanych. Trzeba dużo więcej.
Kluczowym zadaniem nadzoru budowlanego powinno być podejmowanie działań prewencyjnych – zapobiegających wszelkim negatywnym zjawiskom w budownictwie. Tymczasem, nieliczny zespół inspektorów nie tylko realizuje tysiące wniosków, ale jest przytłoczony sprawami nie tyle błahymi, co będącymi w gestii innych osób lub instytucji. Oto kilka powodów naszych interwencji: pojawienie się wilgoci na ścianie, zbyt niska temperatura w gabinecie lekarskim, składowisko mebli na posesji, plaga szczurów w budynku i odgłosy przemieszczających się gryzoni, oszpecona bazgrołami elewacja budynku, kurz na budowie, meble i gołębie na strychu, fruwający styropian, a zdarzyło się, że wezwano nas w sprawie… ptasich odchodów na balkonie. Przykłady mógłbym mnożyć, ale nie ulega wątpliwości, że każda taka sprawa jest dla zgłaszającego bardzo ważną i wymagającą natychmiastowej interwencji. Praktyką stało się wzywanie inspektorów poprzez media i przekazywanie nam spraw przez inne urzędy i instytucje. Staliśmy się swoistym workiem, do którego wrzuca się zmieszane odpady. Natłok zarówno tych mniej, jak i bardzo ważnych interwencji, przy niewielkiej liczbie pracowników, powoduje konieczność nadawania ekspresowego tempa działaniom o kluczowym dla bezpieczeństwa ludzi znaczeniu. Coraz mniej czasu pozostaje na działania prewencyjne, które od wielu lat były wizytówką poznańskiej inspekcji. Ująłem to w czasie przeszłym, ponieważ nie tak dawno wojewódzki inspektorat nadzoru budowlanego wytknął nam niewystarczającą szczegółowość w dokumentowaniu niezapowiedzianych kontroli legalności reklamowych nośników. Przy formułowaniu takich zaleceń trzeba mieć świadomość, że oczekiwanie od nas większego zbiurokratyzowania czynności, nawet jeśli mają uzasadnienie formalne, stawia pod wielkim znakiem zapytania możliwość kontynuowania działań prewencyjnych (na ogół realizowanych w trybie niezapowiedzianych kontroli). Podam przykład. Biorąc pod uwagę ogromną skalę i wagę problemów, z którymi na co dzień się stykamy, nakładanie na nas obowiązku mierzenia głębokości posadowienia stopy fundamentowej wolnostojącego nośnika reklamowego bądź ustalania… czy numer widoczny na nośniku reklamy, to numer tablicy rejestracyjnej czy numer inwentarzowy nośnika – na potrzeby postępowania dotyczącego sprawdzenia legalności nośnika reklamy – jest wymaganiem nie tyle nielogicznym, co absurdalnym.
Wymienione przeze mnie przykłady powodów naszych interwencji oraz niektórych oczekiwań organu II instancji przyczyniają się do podważania istoty funkcjonowania państwowego nadzoru budowlanego. Nasze działania nie powinny cechować się zbędnym biurokratyzmem, a koncentrować się na kluczowych dla bezpieczeństwa ludzi i porządku budowlanego kwestiach. Oczywiście nasi współobywatele mają absolutne prawo do składania przeróżnych wniosków, a organy wyższej instancji do kierowania przeróżnych zleceń. Jednak jeśli mamy je realizować, to:
- należy wzmocnić nadzór budowlany kadrowo, w tym pracownikami posiadającymi również inne niż w specjalności konstrukcyjno-budowlanej uprawnienia, a jeśli to niemożliwe to trzeba:
- znowelizować przepisy Prawa budowlanego w taki sposób, aby uwolnić nas od konieczności zajmowania się sprawdzaniem temperatury w gabinecie fizjoterapeutycznym, gryzoniami w ścianach, bałaganem na balkonie itp. Czy inspektorzy z uprawnieniami budowlanymi nie powinni w tym czasie, z korzyścią dla bezpieczeństwa konstrukcji i użytkowania obiektów budowlanych, przeprowadzać czynności dotyczące np. sposobu utrzymania obiektów użyteczności publicznej lub stanu technicznego budynków mieszkalnych?
Kolejnym problemem z jakim permanentnie boryka się nadzór budowlany nie tylko w Poznaniu, ale w całej Polsce, jest brak obiektywnego (parametrycznego) określania wysokości dotacji przydzielanych powiatowym inspekcjom. Chodzi tu o uruchomienie systemu uwzględniającego m.in. wielkość ruchu budowlanego w powiecie, jego obszar i liczbę mieszkańców, poziom zurbanizowania powiatu (Poznań jest miastem na prawach powiatu), a w szczególności liczbę obiektów wielkopowierzchniowych, mieszkalnych, użyteczności publicznej i zamieszkania zbiorowego. Niepojętym dla mnie jest, że ogólnopolski model funkcjonowania nadzoru budowlanego nie uwzględnia mechanizmu finansowego wspierania tych powiatowych inspekcji, które np. podejmują dodatkowe działania o charakterze prewencyjnym. Pozwoliłoby to wzmocnić kadrowo te inspektoraty, które na terenie swego działania mają całą paletę budowlanych problemów, ale zależy im na ich rozwiązywaniu, a nie na… pozorowaniu ich rozwiązywania. A wydaje się to takie proste: im większa skala działań prewencyjnych, podejmowanych przez konkretny inspektorat, tym większy jego budżet.
Niezrozumiałym jest dla mnie brak monitorowania i nie uwzględniania nowych zadań (ustawowo przypisywanych nadzorowi budowlanemu) przy określaniu wielkości budżetu. Mówiąc wprost – jeśli mamy wykonywać nowe zadania, to powinno to iść w parze z proporcjonalnym wzrostem zatrudnienia. W przeciwnym wypadku nie będziemy mogli ich realizować, albo będzie się to odbywało kosztem realizacji dotychczasowych zadań.
Oto przykłady z ostatnich miesięcy: lawinowy wzrost wniosków o legalizowanie samowoli budowlanych, sprawdzanie stanu technicznego budowli ochronnych, realizowanie ustawy o dostępie do informacji publicznej (w tym roku wpłynęło już 118 wniosków). Wykonywanie ostatniego obowiązku, przy wzroście liczby takich spraw i krótkich terminach ich realizacji, wydłuża czas załatwiania innych wniosków. W efekcie pojawiają się zarzuty o bezczynność…
Ci którzy mają wpływ na ewentualną poprawę opisanego stanu preferują status quo, ewentualnie decydują się na nieśmiałe sygnalizowanie o utrudnieniach z jakimi na co dzień się mierzymy. Lepiej siedzieć cicho, jakoś sobie poradzą… A jeśli trzeba, to i tak „wyciśniemy z nich ostatnie soki” lub wytkniemy błędy. Ale kiedy trzeba nas wysłuchać, są przerażeni… To przykra konstatacja, ale tak postrzegam postawę tych, których rolą jest stworzenie jak najlepszych warunków funkcjonowania powiatowych inspektoratów. Problemów i barier, uniemożliwiających bardziej aktywny, skuteczny i szybszy sposób działania, nie tylko kierowanej przeze mnie inspekcji, jest dużo więcej. No i co z tego?
Paweł Łukaszewski
Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego dla Miasta Poznania
Poznań, 25 maja 2026 roku


